A bo byłem w Toruniu!

utworzone przez | Mar 3, 2020 | Artur Guziak, dining&drinking | 0 komentarzy

Świat nie kończy się na Białymstoku! Może to straszna wizja, ale jakże prawdziwa. Czasami, choćby na weekend, lubimy z żoną uciec z tego miasta. Tym razem wybór padł na Toruń. A dlaczego?

Powód pierwszy – jeszcze nigdy tam nie byliśmy, a powód drugi… tak naprawdę nie ma drugiego. Po prostu lubimy być tam, gdzie nas jeszcze nie było! A więc na początku był pomysł, następnie był plan, wybór hotelu, transportu, a potem najgorsze – oczekiwanie na podróż. Ale w końcu dotarliśmy. Jesteśmy w Toruniu!

Piękne miasto, a my mamy tylko jeden dzień na zwiedzanie. Zgadnijcie, co rodzinka Guziaków zwiedza priorytetowo? Kawiarnie! Oczywiście! Ktoś zgadł? No raczej wątpię!

Pobudka, powolny prysznic i wyjście na miasto. Piękna starówka, mili ludzie i miasto powoli budzące się do życia w ten weekendowy poranek. Niektórzy zaczynają dzień od zbilansowanego śniadania, ale w Toruniu trzeba to rozegrać trochę inaczej! Na pierwszy ogień oczywiście pierniki. Zwykłe, w lukrze i z dżemem! Po takim śniadaniu udało nam się trafić na pierwszą tego dnia kawiarnie.

„Napar”, bo tak nazywa się to miejsce, znaleźliśmy przypadkiem. Szliśmy brukowaną uliczką, spojrzeliśmy w bok, zobaczyliśmy ciekawą witrynę i ludzi pijących kawę. Połączyliśmy fakty i pomyśleliśmy – “No pewnie kawiarnia!”. Jak na mistrzów dedukcji przystało, mieliśmy rację.
Za drzwiami ukazało nam się miejsce, które już dzięki wystrojowi powinno zostać zdefiniowane jako kawiarnia speciality. Dużo zieleni, stylowe stoliki, ciekawie skonstruowany bar i neon z nazwą kawiarni. A co może pić Artur przy pierwszej wizycie w kawiarni? Oczywiście zamawiam espresso! I o degustacjach właśnie tej kawy w Toruńskich kawiarniach będę Wam dzisiaj opowiadać! Więc…

Espresso w Naparze zostało przygotowane z ziaren pochodzących z Brazylii, wypalonej we Wrocławskiej palarni Mała Czarna. Już sam sposób podania espresso zrobił na mnie wrażenie! Piękna czarka, podana na eleganckim łupku. A jak smakowało? Bardzo klasycznie jak to Brazylie mają w zwyczaju. Dość kompleksowe, ale bardzo dynamiczne. W pierwszych sekundach wyraźnie wybija się kwasowość, która po chwili szybko zanika i na jej miejscu pojawiają się orzechy ziemne oraz laskowe. Ten smak, łącząc się po dłuższej chwili z posmakiem cukru trzcinowego, zostaje ze mną na dłużej. Przyjemne espresso na początek dnia. Benia rano preferowała kakałko, bo wiedziała, że już za chwilę wybieramy się do kawiarni, którą przyznam się szczerze, najbardziej chciałem odwiedzić!

„Projekt Nano” – kawiarnia należąca do mistrzyni Polski Brewers 2018 – Kamili Adamiec. Kawiarnia bardzo klimatyczna, z atmosferą, której nie da się podrobić. Usytuowana w bocznej uliczce starówki, naprzeciw ruin zamku krzyżackiego, dzięki czemu możemy napić się pysznej kawki w klimatycznym otoczeniu. W tym miejscu możemy również kupić Huksee Cup, czyli kubeczki wielokrotnego użytku, wyprodukowane w 100% z organicznych odpadów kawowych! Zakup takich cudeniek był kolejnym z celów naszej podróży! No ale przejdźmy do kawki. Oczywiście espresso zamówione. Już przy składaniu zamówienia, Kama opowiedziała mi, czego mogę się po danej kawce spodziewać. Super doradziła również w wyborze ziarenek pod dripka dla Beni.

Espresso zostało przygotowane z ziarenek z Kolumbii, wypalonych przez warszawską palarnię Good Coffee. I chociaż kawka była super, o czym Wam zaraz opowiem, to największe wrażenie wywarła na mnie Kamila, która po przygotowaniu każdego naparu oraz zaniesieniu go gościom, spędzała z nimi krótką chwilę, opowiadając im o ziarnach, o sposobie przygotowania tej kawy i tłumaczyła, jak będą one smakować. Hospitality na najwyższym poziomie! A jak espresso?

Kama powiedziała, że będzie to napar łączący w sobie smak Bailey’s oraz owoców egzotycznych i się nie pomyliła! Delikatnie słodki napar z wyraźnie wybijającą się kwasowością i delikatną orzechową goryczką. Kawka stygnąc, coraz bardziej się balansowała, co sprawiło, że w afterze poczułem smak pewnego rodzaju pierniczka, wypełnionego konfiturą owocową! Czy tak właśnie działa magia Torunia?
Benia sączyła swoją kawkę z driperka, niechętnie dzieląc się nią ze mną. Nieczęsto coś tak jej smakuje… Nawet kawy przygotowywane przez jej męża są niedostatecznie dobre w porównaniu do tutejszego naparu! Jednakże nic nie może trwać wiecznie! Zabieramy swoje Huskee i wybieramy się w dalszy spacer po klimatycznej starówce tego miasta, aby trafić do kawiarni najbardziej rozpoznawalnej ze względu na swoją kultowość i pewne popularne nazewnictwo.

Central Coffee Perks Toruń to już ostatnia kawiarnia, którą udało nam się odwiedzić w ciągu tego weekendu. Miejsce to nie jest dokładną kopią kawiarenki znanej wszystkim z serialu “Przyjaciele”, ale posiada wiele elementów, dzięki którym możemy poczuć się jak bohaterowie ulubionego sitcomu milionów widzów. Oczywiście znaleźliśmy kultową kanapę wraz z latarnią znajdującą się wewnątrz. Stanowiły one centrum lokalu. Z żoną mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ zaraz po złożeniu zamówienia, to miejsce się zwolniło! Od razu zajęliśmy dwa skrajne miejsca aby przez chwilę móc poczuć się jak Monica i Chandler! A jak nasze espresso?

Zostało przygotowane z ziarenek z Hondurasu z warszawskiej palarni Java Coffee Roasters. I jak to często bywa z Hondurasem, kawka o nieco cięższym i gęstszym body. Bardzo intensywna, pozbawiona kwasowości, łącząca w sobie nuty słodu, karmelu oraz orzechów włoskich. W posmaku bardzo przyjemne ziarno kakao ze skórką pomarańczy. U Beni przelew o fajnym, średnim body i bardzo dużej słodyczy.
To miejsce pozostanie w naszej pamięci tak samo, jak cały serial – bardzo miłe wspomnienie spędzonego czasu, wraz z częstymi powrotami. Mam nadzieję, że tam się jeszcze spotkamy!

I tak minął nasz weekend w Toruniu. Mieliśmy tylko jeden cały dzień na zwiedzanie i biegaliśmy wszędzie jak Poparzeni Kawą Trzy! Nie wszystkie kawiarnie udało nam się zwiedzić, ponieważ nie wychyliliśmy nosa poza starówkę. Ale Toruń przyjął nas bardzo ciepło, więc mam nadzieję, że jeszcze tu kiedyś wrócimy, nadrobimy zaległości i odwiedzimy naszych nowych, a w przyszłości już starych znajomych!

A które miasto w Polsce powinniśmy odwiedzić jako kolejne?

 

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Uwierz w to, co robisz

#

Poprzedni

Ramy

$

Następny