Człowiek człowiekowi baristą!

utworzone przez | Gru 3, 2019 | Artur Guziak, dining&drinking | 1 komentarz

Często bywa tak, że znajdujemy się w danym miejscu, ponieważ “coś” nas tam trzyma. Czasami po prostu czekamy na autobus, więc musimy być na przystanku. Czasem nie chcemy umrzeć z głodu, więc pracujemy gdziekolwiek. Kiedy indziej wejdziemy w świeży beton i nie mamy możliwości wydostania się z tego szarego jeziorka. Każdy z nas jest aktualnie w jakimś punkcie swojego życia. Zwłaszcza teraz, jesienią, rozmyślamy nad sensownością podjętych przez nas decyzji i zastanawiamy się, co nas trzyma właśnie w tym punkcie naszego życia! Wy wiecie?

W moim przypadku, jak już na pewno kojarzycie, jest to hobby. Moja miłość do kawy i wszystkiego, co wokół niej. Ale czy to wystarczy? Czy jest to klasyczna miłość, która ma swoje wzloty i upadki? Czym by była, gdyby było inaczej!

Zdarzają się dni, gdy parzenie kawy mi nie wychodzi. Bywa, że latte art’y nie wyglądają tak, jakbym chciał! Czasem po prostu nie znajduję czasu na hobbystyczne parzenie kawy, co bardzo mnie smuci, a bywają dni, gdy po prostu nic mi się nie chce. No może oprócz spania, bo na to zawsze znajdzie się ochota. No i oczywiście na lody miętowe z czekoladą, nawet gdy temperatura spada poniżej zera!

Wszystkie te elementy sprawiają, że zaczynam się zastanawiać, czy dobrze zrobiłem obierając kawową ścieżkę życia. Czy nie lepiej było szukać miejsca w jakiejś korporacji albo wyjechać hen w nieznane i nie oglądać się za siebie? Takie dylematy plączą się w natłoku jesienno-depresyjnych myśli. Zabierają człowiekowi energię, niczym jazda na dziecięcym rowerku w wieku 24 lat, bo niby śmiesznie, ale jakoś tak… ciężko i niewygodnie. Każdego dnia trafia się jednak taki moment, gdy wiara w podjęte decyzje wraca, a radość ze swojej pracy płynie wartkim strumieniem! To jest czas, gdy jestem pewny, że to, co robię jest ważne nie tylko mi, ale również wielu innym osobom! A kim są te osoby?

Mogę z ręką na sercu, wątrobie i łydkach powiedzieć, że najczęściej są to moi przyjaciele! Są to osoby, które poznałem jako klientów kawiarni, natomiast na przełomie tych wszystkich lat, stały się kimś więcej! I właśnie o tych osobach chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć i pokazać, jak ważne miejsce zajmują na mojej zawodowej ścieżce rozwoju!

Zacznijmy podróż przez kawiarnianych maniaków od samego początku!

Na początku był Adam! I to nie ten z raju, chociaż na pewno niejedna kobieta właśnie takim go widzi! Twórcę Talent Bunch poznałem na samym początku mojej przygody w Kafejeto. Minęły już trzy lata, a my jesteśmy bliskimi przyjaciółmi! Na dowód tego mamy wspólne zdjęcia z mojego wesela. 😀 Dzięki niemu tu jestem, bo to on zauważył we mnie potencjał, o którego istnieniu nawet nie miałem pojęcia. Adam bardzo rzadko wybiera kawkę jakiej się napije. Tę decyzję zawsze pozostawia mi, bo wie, że dobiorę najlepsze ziarenko i włożę serce w przygotowanie American Press’a! Albo czasami cappuccino! Jak dziś pamiętam jednego latte art’a, którego “wylałem” mu… tydzień temu! Nie chcę się chwalić, ale był śliczny! No dobra… Przestańmy już wychwalać Adama i przedstawmy kolejną osobę!

Adam: Skoro zostałem “wywołany do tablicy” to pozwolę się wtrącić. Artur jest zbyt skromnym gościem, żeby się chwalić swoją pracą, dlatego ja to zrobię. Latte art był tak piękny, że postanowiłem uwiecznić go na zdjęciu. Sami zobaczcie, jak piękne malowidło pojawiło się na mojej kawie!

Artur Guziak - Człowiek człowiekowi Baristą - Talent Bunch

Adam… Kolejny Adam. Na początku jeden z wielu zapracowanych klientów, ale im częściej przychodził, tym lepiej się poznawaliśmy. Aż przyszedł czas, gdy razem we trójkę – Adam, Ja i Adam, spędzaliśmy co najmniej kilka dni w tygodniu, po kilka dobrych godzin dziennie w kawiarni, pracując przy komputerach. I tak zaczęły się rozmowy, rozkminy i uruchomienie wspólnego konta w zakładach bukmacherskich, którego celem było wykręcenie przynajmniej jednego złotego kuponu, który by “wszedł” i “ustawił” nasze życia już na zawsze… Jak możecie się domyślać, efekty były zwyczajnie biedne, dlatego każdy z nas poszedł w swoją własną “zarobkową” stronę… Z tym Adamem również mam zdjęcia ze swojego wesela! Kto następny?

Oczywiście Kamil! Osoba, z którą można porozmawiać na każdy temat, ale tylko w przerwie pomiędzy “kodzeniem”, a załatwianiem biznesów przez telefon. Człowiek, który doceni dobrą kawkę, ale potrafi zbesztać tą średnią. Kamil, Adam, Ja i Adam, pracując w tym samym czasie przy komputerach, stworzyliśmy tzw. strefę biznezu! W skrócie ESZSA, czyli Elitarne Stowarzyszenie Zapracowanych Samców Alfa.

Daniel – kawiarniany ziomuś. Ostatnio zauważyliśmy, że często się mijamy i trochę było nam smutno z tego powodu. Ale jak już na siebie trafimy to nie możemy przestać rozmawiać! Zawsze pogodny. Właściwie to tak powinien mieć na nazwisko! Daniel Pogodny – pasuje, prawda?

Artur Guziak - Człowiek człowiekowi Baristą - Talent Bunch

W moim zestawieniu znajdzie się nawet kilka par!

Kasia i Łukasz są super dobraną parą! Zawsze, gdy przychodzą do kawiarni, wprowadzają iście sielankową atmosferę. Nie tylko nie narzekają na moje suche żarty, ale często dorzucają jakiś od siebie. Jako jedyni mogą zamówić deser, używając wyimaginowanej nazwy, która powoli staje się naszym wspólnym tajemnym językiem!

Andrzej i Kasia – zawsze uśmiechnięci i pełni energii. Nawet chwila rozmowy z nimi wprawia człowieka w świąteczny, rodzinny i pogodny klimat. Należą do tego rodzaju klientów, za którymi się po prostu tęskni.

Karol i Asia to moje ziomeczki. Są to ludzie, z którymi luźno zbijesz piąteczkę, porozmawiasz o życiu, wymienisz się doświadczeniami, ale również pośmiejesz z głupot. Dni, w których nie pojawiają się w kawiarni automatycznie stają się jednymi z tych smutniejszych, a gdy przychodzą, w ciemno mogę stwierdzić, na co dziś mają ochotę.

Pani Agnieszka z mężem – od dawna przychodzą do naszej kawiarni i zawsze zamawiają dwa razy małe cappuccino, z czego jedno na mleku bez laktozy. Często lubię zatrzymać się przy ich stoliku, opowiedzieć co u mnie i posłuchać, jak toczy się ich życie. Często wymieniamy się anegdotami, chociaż głównie podczas naszych krótkich rozmów, skupiamy się na aktualnie otaczających nas sprawach.

Adam i Sylwia – pamiętam jeszcze, jak przygotowywałem im “flaciki” (flat white, przy. red.) w innej kawiarni ponad 3 lata temu. Zawsze jak wpadają na kawkę to nawet nie wiem, kto się bardziej cieszy, czy ja czy oni! 3 śmiechy, 2 “hihy” i dobry humor gwarantowany. Wspaniała z nich para, bo nawet uśmiechy mają do siebie dopasowane!

Ale odejdźmy troszkę od par, bo nie wszyscy odwiedzają kawiarnię ze swoimi lepszymi połowami!

Wojtek jest mistrzem, żartów których nie znam. Jako jeden z niewielu potrafi nie tylko mnie na tym polu zaskoczyć, ale nawet zaśmiać się z wybitnie średnich żartów, o których myślałem, że mogą śmieszyć tylko mnie. Kawom, które ode mnie dostaje, robi zdjęcia na Instagrama i zawsze mnie oznacza. Takim działaniem podbija mi fejm i ego niespełnionego, kawowego influencera. I skubany zawsze jest uśmiechnięty, nawet jesienią! Może dla Was to normalne, ale mi to trąci czarną magią.

Artur Guziak - Człowiek człowiekowi Baristą - Talent Bunch

Pan Czesław jest jak członek rodziny Kafejeto. Gdybyśmy mogli taką rodzinę zarejestrować w urzędzie, na pewno byłby naszym ojcem chrzestnym. Pijąc zawsze podwójne espresso, opowiada o swoich podróżach, pokazuje zdjęcia i doradza w problemach, na które często sami nie znajdujemy rozwiązania. Autorytet nie do podrobienia.

Są też wśród tych osób klienci, z którymi być może nie posiadam szczególnej więzi, ale ich obecność podczas każdego dnia pracy, wewnętrznie podnosi morale i wywołuje uśmiech na twarzy.

Nazywany przez nas “Pan od espresso” jest naszym codziennym bywalcem. Zawsze pije podwójne espresso, zazwyczaj szybko i od razu wychodzi, chociaż bywają dni, gdy zatrzymuje się na dłużej. Wtedy czas jakby zwalnia. Jego poranne odwiedziny nadają tempa pracy całej kawiarni.

Zagląda do nas również Pani, która zamawia 300 mililitrów czarnej kawy, ale prosi o podanie jej w większym kubku, by bezpieczniej można było przewieźć napar w samochodzie. Jest to codzienny rytuał tej Pani, która zawsze nagradza nas uśmiechem, gdy dostaje kawę do ręki, jeszcze przed złożeniem zamówienia.

Tak piszę dla Was ten tekst i zastanawiam się, ile osobistości zgubiłem w tym całym wirze klientów, którzy dla mnie już dawno przestali być zwykłymi klientami. Jestem pewny, że każdy z Was ma w swojej pracy co najmniej jedną taką osobę, której obecność odrywa na chwilę od natłoku obowiązków i pozwala znaleźć ulotną chwilę pełną czystej, jakby dziecięcej radości.

Zastanówcie się, czy może Wy nie jesteście dla kogoś taką osobą?

Zdjęcia: Talent Bunch

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

1 komentarz

  1. Zośka

    Ciekawy artykuł. Interesujący blog.

    0
    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Workflow, czyli jak pracuję.

#

Poprzedni

Kochaj Teatr w sobie, a nie siebie w Teatrze

$

Następny