Nie zwiastujące końca wstydliwe początki

utworzone przez | Sie 30, 2019 | Artur Guziak, dining&drinking | 0 komentarzy

Każdemu, kto wraca pamięcią do swojego “pierwszego razu”, pojawia się na twarzy delikatny i zakłopotany uśmiech. Może nieznaczny, ale jednak niezręczność i skrępowanie łączą się w tańcu skrajnych emocji! Mój pierwszy raz był inny niż wszystkie, bo chociaż nasza znajomość nie zaczęła się zbyt dobrze, to w każdym z nas był właśnie ten niezwykły element, który przyciągał do siebie jak magnes.

Przechodząc obok “niej” zazwyczaj brakowało mi odwagi, by odezwać się jako pierwszy. Jednak za każdym razem podchodziłem jeszcze bliżej, by móc poczuć i na nowo przypomnieć sobie jej zapach. Ten aromat sprawiał, że pomimo iż zdążyłem już zaznać smaku zakazanego owocu, to zatrzymywałem swój wzrok na przyrumienionym “ciele” o kanciastych kształtach, marząc o jej atrybutach. Wiedziałem, że w każdej chwili mogę posiąść ten wyjątkowy smak. W tym przypadku ani rodziny, ani żadne pieniądze świata nie mogły stanąć nam na drodze do szczęścia!

Przyznajcie się… Przynajmniej część z Was liczyła na barwny opis namiętnej miłości dwóch osób… Nic z tego! Dzisiaj przeczytacie o prawdziwej miłości człowieka do kawy! Artur, czyli skromny ja. Banalny i niebanalny – w zależności od sytuacji. W momencie, gdy moja miłość do kawy zaczynała objawiać się małymi iskrami, ja raczej byłem tą pierwszą wersją siebie.

Nie zwiastujące końca wstydliwe początki Artur Guziak Talent Bunch

Z automatu stojącego na jednym z korytarzy mojego liceum, za jedyne 2 złote i 50 groszy mogłem nabyć niezwykły napój bogów, zwany Moccacino. Idealne połączenie kawy ze słodyczą czekolady sprawiło, że z osoby, dla której smak klasycznej “sypanej” był nie do zniesienia, stałem się koneserem skarbów międzyzwrotnikowego świata.

Kiedy większość osób nie docenia automatów z kawą (ja również byłem w tej grupie ignorantów), na przekór wszystkiemu to właśnie jeden z nich zmienił moje życie i zdefiniował ścieżkę, którą dzisiaj kroczę. Do czasu spróbowania kawy z czekoladą albo inaczej… czekolady z kawą, wszystkie napary, których dane mi było próbować, były gorzkie, śmierdzące i po prostu niesmaczne. I chociaż ten napój miał niewiele wspólnego z kawą, którą codziennie przygotowuję, parzę, kocham i piję, to pokazał mi, że na pozór najprostsze działanie wymaga nauki, cierpliwości, doświadczenia oraz chęci odkrywania. Po poznaniu Moccacino, piłem ją codziennie przez trzy tygodnie. Dopiero gdy zasób mojego portfela kurczył się znacznie szybciej niż paleta elokwentnego słownictwa kierowanego w stronę pięknej kobiety, rozpocząłem poszukiwania alternatywy dla magicznego napoju.

I tak zleciał mi rok na piciu popularnej kawki z żółtego opakowania z dużą ilością cukru. Od tego czasu już nigdy nie przestałem być przekofeinowany! A co było kolejnym krokiem? Matura, wakacje, studia i gdzieś głęboko zakodowana w głowie myśl, że tak w sumie, jako tako, chciałbym zajmować się kiedyś kawką i robić fajne wzorki z mleka, jak ten pan po drugiej stronie baru. Pojęcie baristy było mi obce. Dopiero na drugim roku studiów, pierwsza praca otworzyła przede mną drzwi do stania się profesjonalistą w dziedzinie parzenia kawy. Zostałem sushi masterem! I chociaż brzmi to dziwnie, to dopiero decyzja o odejściu z tzw. przez nas “Suszarni”, uzmysłowiła mi, że nie chcę już zwijać futomaków i kleić nigiri, tylko rozpocząć naukę na stanowisko “hipsta” baristy.

Nie zwiastujące końca wstydliwe początki Artur Guziak Talent Bunch

No i stało się! Pierwszy kurs o espresso, a za nim kolejne szkolenia, praktyki, zbieranie doświadczenia, zawody… I oto jestem! Kiedyś Moccacino, dziś drip, chemex i nitro. Kawkę piję w domu, parzę w pracy i na odwrót. Jestem szczęściarzem, ponieważ kawa to zarówno moje hobby, jak i praca. Uderzam w speciality jak dzik w żołędzie, jak raper w rymy, a perkusista w bębny. Nie boję się mainstreamu i chętnie daję ludziom to, co lubią. Mistrzem nie jestem, ale robię to, co kocham. To wszystko, w połączeniu z nieustannym rozwojem, daje mi szansę, by wierzyć, że kiedyś nim zostanę.

To jest mój plan na niedaleką przyszłość, natomiast teraz, choć jeszcze na chwilę, chcę wrócić z moim kawowym bagażem doświadczeń do tej intymnej chwili naszego pierwszego spotkania. Jestem wdzięczny za to wydarzenie, bo to ono całkowicie odmieniło moje dotychczasowe życie!

A Wy wpadajcie na kawkę! Moccę, latte, cappucino, espresso, dripa, syphon, cold brew, nitro, rozpuszczalną? Ja jestem elastyczno-niebanalny! Zrobię wszystko to, na co macie dzisiaj ochotę!

 

Zdjęcia: Łukasz Piechowski, Talent Bunch

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Jak zaczęło się to całe rysowanie domków?
#

Poprzedni

Nie ważne skąd pochodzisz – prolog
$

Następny