Wygrać przegraną.

utworzone przez | Paź 31, 2019 | Artur Guziak, dining&drinking | 0 komentarzy

Wyobraźcie sobie taką sytuację: macie jakieś hobby. Swoje zainteresowanie pielęgnujecie i możecie rozwijać, by z czasem móc przekuć je w sukcesy. Zależy Wam na zdobyciu trofea, postawieniu kropki nad “i”. Bierzecie udział w zawodach, startujecie, staracie się, ale konkurencja z innymi sprowadza Was gwałtownie na ziemię, pozostawiając samego, jak Wasza była odchodząc z Waszym psem, śmiesznym kubkiem i ulubionymi kapciami, które przypominają krokodylki. Czy taki scenariusz to wyłącznie strata czy może da się tu odnaleźć jakiś zysk?

Jak zawsze – zależy. Wiadomo, że wszyscy chcemy wygrywać! A ja ostatnio miałem taką szansę. Mistrzostwa Polski Aeropress. Poza tytułem mistrza danego kraju, organizowane corocznie w prawie każdym państwie na świecie, Wielkiemu Wygranemu dają przepustkę do uczestnictwa w Mistrzostwach Świata. Gra warta nie tylko świeczki, a całej chanukiji!

Zasady zawodów są banalnie proste. Uczestnicy startują w grupach trzyosobowych, każdy z nich ma 8 minut na przygotowanie kawy dostarczonej przez organizatora w urządzeniu zwanym Aeropressem. Podczas tworzenia naparu, zawodnik musi wykorzystać sito, tłok i cylinder urządzenia oraz dostarczyć trzem sędziom około 150 mililitrów gotowego napoju. Sędziowie próbują kaw, nie wiedząc przez kogo były parzone, a następnie każdy z nich wskazuje filiżankę, z której kawa mu najbardziej smakowała. Właściciel filiżanki z największą liczbą głosów przechodzi do następnej rundy, a w finale zostaje mistrzem. Niby proste, a jednak!

Artur Guziak - Wygrać przegraną.

Aeropress to dość młode urządzenie, wynalezione w 2004 roku, zaprezentowane światu w 2005, natomiast sprzedawane od 2008 roku. Jednak mimo jego młodej historii, zdobyło wielu zwolenników na całym świecie. Zasada działania tego urządzenia jest tak prosta jak zasady zawodów: jest to sporych rozmiarów strzykawka do kawy. I uprzedzam pytania – nie, nie wstrzykujemy kawy bezpośrednio w żyły! Cały proces przygotowania naparu jest o tyle specyficzny, że pozwala na baaardzo dużą dowolność, dlatego nie będę Wam go tutaj przedstawiał (to właśnie ten moment, w którym czytacie na google i oglądacie tutoriale na youtube).

Wracając do zawodów! Były to moje drugie Mistrzostwa Polski Aeropress. Pierwsze skończyły się bardzo szybko, ponieważ startowałem w pierwszej czwórce (w 2018 roku były inne zasady) i od razu odpadłem 😀 Ale! Na trzy możliwe punkty od sędziów dostałem jeden, co właściwie było moim minimalnym założeniem na te zawody. Natomiast w 2019 roku, cel był o wiele ambitniejszy. Wygrana… nim nie była. Jakbym tak “niechcący” wygrał to bym się nie obraził, ale najważniejszym punktem do odhaczenia na mojej długiej liście rozwoju osobistego jako baristy magika było wyjście z grupy. Wydaje się to łatwe, ale kto śledzi poczynania naszych piłkarzy na wszystkich turniejach, ten wie, że może to sprawić większe problemy niż zatankowanie do samochodu z wlewem paliwa po lewej stronie, gdy dystrybutor znajduje się po prawej.

Artur Guziak - Wygrać przegraną.

Nerwowy początek, 81 zawodników podzielonych na 27 trójek. I ja, mężny bohater swoich własnych opowieści i snów, ląduje w 26 trójce. Godzina 12 i rozpoczynamy konkurencję, w której moja kolej przypada lekko po 18. Wyciszony i podchmielony (bo to bardzo luźne zawody), podchodzę do swojego stanowiska nr 3. Przygotowuję wszystkie akcesoria, podgrzewam wodę, mielę kawkę i nagle… START! Rozpoczyna się moje 8 minut i w tym czasie… w ogóle nie ma stresu. Jestem przygotowany, kawę robić umiem, wiem jak, więc nie zagęszczając nawet ruchów, we właściwym czasie dostarczam sędziom moją konkursową kawę i ku mojemu zdziwieniu oraz moich znajomych (którzy nie do końca we mnie wierzyli, bo sami już odpadli) dostaję największą liczbę punktów i przechodzę do ćwierćfinału!

W pierwszej chwili radość, później szok i niedowierzanie. A w kolejnej szybkie przygotowania do następnej rundy, w której 27 uczestników podzielonych na 9 trójek będzie robiło dokładnie to samo, co w poprzedniej – walczyło o awans do półfinału. Ta partia była najspokojniejsza ze wszystkich. Po spełnieniu swojego minimum na te mistrzostwa, nie czułem potrzeby udowadniania sobie czegokolwiek więcej. Parcie na wygraną również ustąpiło, ale spokój zniknął, gdy okazało się, że… wygrałem swój ćwierćfinał i znalazłem się w zacnym gronie 9 półfinalistów, którzy podzieleni na 3 trójki powalczą o miejsca w finale. W tym momencie stres wsiadł do mojego pociągu i usiadł obok wyciszonego do tej pory pasażera – chęci wygranej. Konduktorem tej zakręconej kolejki był cichy głos z tyłu mojej głowy szepczący: “Już prawieee, już taaak blisko”. Niestety…

Artur Guziak - Wygrać przegraną.

Był to pociąg PKP, bo nie tyle co spóźniony, co nie dojechał na miejsce. Odpadłem w półfinale, przegrywając jednym punktem z późniejszym Mistrzem Polski! Czyli biedy nie było 😉 Zapytacie – czy to wszystko? Czy właśnie tak wyglądają jedne z popularniejszych zawodów baristycznych?

No pewnie, że nie! Jest to ogromna energia miejsca, które jeden dzień w roku przyjmuje najzdolniejszych i najbardziej zajaranych kawowo ludzi. Baristów i homebaristów. Jest to świetna przestrzeń na poznanie nowych ludzi i wymianę okołokawowych doświadczeń. Idealne miejsce, by spotkać się z przyjaciółmi i napić się dobrej kawki. I właśnie to są główne elementy, które sprawiają, że chcę tam wracać! Chociaż są też elementy poboczne, jak na przykład gratisy. Nie są najważniejsze, ale zawsze jak je widzę, moje warstwy wewnętrznej cebuli aż tańczą z radości.

Zdjęcia: archiwum własne, Łukasz Piechowski

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Tu i teraz.

#

Poprzedni

Czy sport jest ważny?

$

Następny