Firmy lubią sportowców – wywiad

utworzone przez | Gru 4, 2019 | Marcin Ostaszewski, zdrowie i sport | 0 komentarzy

 

Źródło: Ekskluzywny Magazyn „Relacje PZU” wydawany przez Workroom Group

Polacy wciąż nie rozumieją, że aby długofalowo odnosić sukcesy, musimy zadbać o siebie, swój komfort psychiczny
i fizyczny – mówi Marcin Ostaszewski, psychodietetyk, specjalista ds. żywienia i promotor idei równowagi między zdrowiem, pracą i dietą.

K.M.: Równowaga między pracą, zdrowiem i dietą – brzmi pięknie. Tylko czy to jest w ogóle w naszych zaganianych czasach możliwe?
M.O.: To jest trudne. Warto jednak do tej równowagi dążyć!

K.M.: A Polacy dążą?
M.O.: Kiedy obserwuję ambitnych ludzi, mam wrażenie, że stawiają często tylko na pierwszy element. Liczy się jedno: praca, praca, praca – przez większą część dnia, tygodnia, roku. Wszystko po to, by osiągnąć jak najwyższy status materialny i sukces. Na zadbanie o siebie zostaje bardzo mało czasu. Tymczasem równowaga między pracą, dietą i zdrowiem jest niezbędna, jeśli chcemy zachować komfort psychiczny i fizyczny. Jeśli chcemy prawdziwie, z satysfakcją żyć przez większość życia, a nie przez chwilę. I jeśli chcemy móc cieszyć się tym, co osiągamy. Znam wielu ludzi, którzy – gdy szwankuje zdrowie – żałują, że nie słuchali swojego organizmu, tylko za bardzo poświęcili się pracy. Starają się to naprawić, lecz czasu się nie cofnie.

Firmy lubią sportowców - Marcin Ostaszewski - Talent Bunch

K.M.: Co tej równowadze sprzyja?
M.O.: Ważne, by mieć w życiu coś, co sprawia przyjemność. Odskocznię od pracy. Dla jednych będzie to czas z rodziną, bezpieczny port własnego domu, dla innych – książki czy sport. Warto też umieć się zatrzymać, pobyć sam na sam z sobą. Z kolei tym, co nam przeszkadza w osiągnięciu życiowego balansu, jest przede wszystkim stres, który towarzyszy nam non stop. A także brak jakiegoś niematerialnego celu i – co naprawdę nie jest trudne, a potrafi zdziałać cuda z naszym samopoczuciem – umiejętności cieszenia się z małych rzeczy.

Chodzi o to, aby nie pójść w skrajności – albo w brak ruchu i fast foody, albo w ostry trening i restrykcyjną dietę.

K.M.: Co jeszcze mamy na sumieniu?
M.O.: Jeden sposób spędzania wolnego czasu, głównie w weekendy – przy alkoholu. Tymczasem to tylko pozorny odpoczynek. Często po takich dwóch dniach myślimy, że zaliczyliśmy reset. Ale czy wypoczęliśmy? Z tym bym polemizował. Brakuje nam więc alternatywnych pomysłów na relaks. A jeśli już uprawiamy sport, to niesystematycznie – mamy zrywy i ciężko pracujemy na treningach, a potem nie robimy nic. Tymczasem mądry pracodawca lubi zatrudniać sportowców. Bo wie, że nawet gdy pojawiają się trudności, oni wiedzą, jak je pokonać – nauczyli się tego na sali treningowej.

K.M.: Skąd czerpać motywację do zmian?
M.O.: Dla jednych będzie to lustro, dla innych – samopoczucie. To najczęstsze dwa powody, by coś w sobie zmienić. I tu uwaga: to my mamy się poczuć lepiej. Dlatego zmieniajmy się dla siebie, nie dla innych. Ta druga motywacja działa zwykle krótko.

K.M.: To przejdźmy do sedna. Już wiemy, że potrzebujemy wielkiej zmiany. Jesteśmy odpowiednio zmotywowani: chcemy przejść na dietę, rzucić palenie lub postawić na aktywność fizyczną… Od czego zacząć?
M.O.: Od wyznaczenia sobie celu. Określenia, co chcemy osiągnąć i w jakim czasie. I znalezienia kogoś, z kim zamierzamy przy tym współpracować. Powtarzam swoim podopiecznym, że celem nie jest to, by schudnąć np. 10 kilogramów, lecz by tę wagę utrzymać. Statystycznie 75 proc. ludzi wraca do poprzedniej wagi już po roku! Chodzi o to, by temu zapobiegać. By zmienić swój tok myślenia. By się przekonać, że tu nie chodzi o nakazy i zakazy, lecz długofalową zmianę myślenia właśnie. To trudniejsza droga do sukcesu, lecz warta swojej ceny.

K.M.: A co potem?
M.O.: Po tym, kiedy określimy cel, przychodzi czas na analizę i wywiad żywieniowy. No i wykonanie odpowiednich badań.

Firmy lubią sportowców - Marcin Ostaszewski - Talent Bunch

K.M.: Jakich?
M.O.: Zwykle proponuję, by sprawdzić m.in. poziom TSH, FT3, FT4, glukozy na czczo, fosfatazy zasadowej, wykonać morfologię, lipidogram (cholesterol, HDL, LDL, TG) i badanie ogólne moczu. Niekiedy po przeprowadzeniu wywiadu żywieniowego wskazuję, co dodatkowo warto wykonać lub z czego można zrezygnować.

K.M.: To naprawdę potrzebne? Bez tego się nie da?
M.O.: Prewencja jest szalenie ważna. Chodzi o to, by znać stan swojego zdrowia, zanim wydarzy się coś poważnego. Dopiero potem opracowujemy plan dietetyczny i treningowy.

K.M.: Brzmi poważnie…
M.O.: Niekiedy jednak wystarczy kilka prostych kroków, by zdziałać cuda i zmienić czyjeś życie. Na przykład wyeliminować duży problem, z którym ktoś się borykał przez wiele lat. Słyszę wtedy: „Po anemii nie ma śladu, teraz mam mnóstwo energii! Dlaczego ja się z tym męczyłem tyle czasu?”.

 

K.M.: Proszę o przykłady.
M.O.: Wystarczy np. wyeliminować zakazy i nakazy i pokazać, że dietetyka to nie skrajności. Albo pokazać – zwłaszcza paniom – że diety 1200 czy 1500 kcal mogą być bardzo destrukcyjne dla zdrowia, a prawidłowo oszacowany jadłospis kobiety, która chce zredukować wagę, to minimum 1700 kcal. Często zwracam też uwagę na NEAT, czyli aktywność fizyczną, która nie wiąże się z treningiem. Gdy będziemy się więcej ruszać spontanicznie: spacerować, biegać, sprzątać, to zwiększy się nasze zapotrzebowanie energetyczne, ponieważ metabolizm jest plastyczny i regulowany głównie przez styl życia. Jeśli mamy 200 czy 500 m do sklepu, to po prostu zróbmy sobie spacer i jednocześnie nie rezygnujmy z ulubionego ciastka do kawy.

Firmy lubią sportowców - Marcin Ostaszewski - Talent Bunch

K.M.: A ogólne rady? Jak brzmi poradnik dobrego życia według Marcina Ostaszewskiego?
M.O.: Poradnik dobrego życia? (śmiech). Po pierwsze, przyjazne otoczenie – bo bliscy ludzie, rodzina i przyjaciele to fundament naszego komfortu życiowego. Każdy potrzebuje wsparcia i zrozumienia. Jeśli nie mamy się z kim cieszyć sukcesem, to trudno nam to osiągnięcie prawdziwie docenić. Po drugie, regularne treningi, ale raczej takie dla przyjemności. Po trzecie, dieta w mniej więcej 80 proc. złożona z produktów niskoprzetworzonych. Dla jednych to będą trzy posiłki – jeśli zaspokajają zapotrzebowanie na jedzenie, dla innych – pięć. Po czwarte, sen. Ludzie, którzy pracują w nocy, żyją krócej niż ich „dzienni” znajomi. Najefektywniejszy sen to ten między 22:00 a 2:00 w nocy. Po piąte, kontrolowanie stresu. Skoro nie możemy pewnych rzeczy zmienić, nauczmy się współpracować z tym, co mamy.

K.M.: Czego życzy nam dietetyk?
M.O.: Abyśmy się nie pogubili i nie poszli w skrajności – albo w brak ruchu i fast foody, albo w ostry trening i restrykcyjną dietę. Abyśmy znaleźli w życiu balans. Pamiętajmy, że to, co nam oferują dzisiejsze czasy, np. elektronika, są po to, by nam życie ułatwiać, a nie je ograniczać. Żyjmy w zdrowiu i dbajmy o siebie. I cieszmy się tym, co mamy. Małe radości są ważne!

Rozmawiała: Katarzyna Maliszewska

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Droga fotografii ślubnej.

#

Poprzedni

Modernizm

$

Następny