Hashimoto… (Cz. 1)

utworzone przez | Gru 23, 2019 | Marcin Ostaszewski, zdrowie i sport | 4 Komentarze

… dlaczego warto podejść do tematu w sposób funkcjonalny?

Współcześnie wiele osób choruje na autoimmunologiczne zapalenie tarczycy (AZT) – Hashimoto. Często diagnoza skupia się jedynie na samym gruczole tarczowym i wydzielaniu TSH (czyli hormonu tyreotropowego), produkowanego przez przysadkę mózgową. Niestety, większość przypadków pozostaje niediagnozowana lub diagnoza następuje, gdy choroba pokazuje pełne spektrum objawów, a tych może być cała masa…

Zazwyczaj diagnoza choroby autoimmunologicznej następuje w przypadku pojawienia się symptomów, jednak wiele osób zastanawia się, dlaczego te negatywne symptomy nie ustępują po włączeniu farmakoterapii.

Przede wszystkim należy zacząć od faktu, że w przypadku (AZT) nie „choruje” sama tarczyca, a cały układ immunologiczny, dlatego w wielu przypadkach podawanie hormonu tarczycy z zewnątrz nie rozwiązuje w żaden sposób przyczyny problemu. Konwencjonalne leczenie często adresuje sam wierzchołek problemu, a symptomy mogą być bardzo szerokie i mylnie diagnozowane. Do najczęstszych objawów należą:

  • bóle mięśni lub stawów,
  • wypadanie włosów,
  • permanentne zmęczenie i brak energii,
  • poronienia często zaliczane jako idiopatyczne,
  • palpitacje serca,
  • nagła utrata lub wzrost wagi,
  • drętwienie nóg i rąk,
  • zmiany skórne,
  • nietolerancja skrajnych temperatur (zarówno niskich, jak i wysokich).

Często podczas pracy z ludźmi można zwrócić uwagę na bardzo negatywne i niespecyficzne symptomy związane z pracą mózgu. Bardzo często jest to postępujący proces neurodegeneracji mózgu m.in. przez to, że przeciwciała przeciwtarczycowe mogą dołączać się do tkanek móżdżku
i powodować permanentne zmęczenie na poziomie mózgu. W skrajnych przypadkach może dochodzić do problemów z równowagą, wrażliwością na światło, hałas czy ataksji. Często w aktywnej fazie choroby osoby twierdzą, że od jakiegoś czasu czują się „jakby straciły część siebie”. Niestety najczęściej jest to ignorowane lub nawet takie osoby odsyłane są do lekarza psychiatry. Statystyki jednak są zatrważające,
a zaburzenia psychotyczne klasyfikowane błędnie i leczone objawowo.

Konwencjonalny model leczenia skupia się najczęściej na leczeniu konsekwencji choroby autoimmunologicznej, przez co tylko selektywnie patrzy się na atakowane tkanki czy organy. W skrajnych przypadkach stosuje się leczenie środkami przeciwzapalnymi czy hamuje funkcjonowanie nadreaktywnego systemu odpornościowego. W tym przypadku uwielbiam porównanie do niedziałającej w mieście elektrowni, gdzie zamiast zająć się znalezieniem problemu i jego naprawą, skupiamy się na zorganizowaniu zastępczego agregatu prądotwórczego. Czy jednak działamy optymalnie?

W modelu funkcjonalnym skupiamy się przede wszystkim na modulacji uk. odpornościowego, który nadmiernie stymulowany błędnie atakuje tkanki tarczycy (jak w przypadku Hashimoto). Nic tak nie działa destrukcyjnie na nasz organizm jak stres, zarówno psychiczny, jak i fizyczny (do którego zaliczymy m.in. anemię, nierównowagę hormonalną, niestabilne poziomy glukozy, niedobory snu czy niedobory witaminowo-mineralne).

A jak stres wpływa na układ odpornościowy?

  • hamuje funkcje trawienne,
  • aktywuje system Th17 i uruchamia produkcję cytokin pro-zapalnych,
  • zmniejsza ilość krążących limfocytów, eozynofilii, bazofilii czy monocytów,
  • blokuje odpornościową odpowiedź hormonalną.

W kolejnych wpisach postaram się rozszerzyć temat o kwestię diagnostyki, diety czy suplementacji, a następnie pokazać konkretny case study bardzo ciekawego przypadku.

Dajcie znać czy interesuje Was ta tematyka!

Zdjęcie: archiwum własne

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

4 komentarze

  1. Asia

    Bardzo ciekawie się zapowiada 🙂 sama walczę z wczesnym stadium tej choroby, więc z chęcią dowiem się, co robić, żeby wyjść z niej na stałe, a nie tylko na chwilę.

    0
    Odpowiedz
    • Marcin

      Postaram się rozłożyć na czynniki pierwsze ten niełatwy i złożony temat 😉 trzymam kciuki za okiełznanie choroby i zdrowie!

      0
      Odpowiedz
  2. Edyta

    Bardzo ciekawy artykuł, chętnie bym się dowiedziała w jaki sposób prawidłowo diagnozować, i co po za lekami można z tym robić. Obecnie sama zrobiłam badania hormonalne, lekarz przypisał hormony do końca życia i na tym koniec. Nie mam nawet jeszcze 30, więc chętnie powalcze z tym szerzej.

    0
    Odpowiedz
    • Marcin

      Niestety tak często wygląda droga postępowania, czyli maksymalne spłycenie całego problemu. Co jeśli same hormony to za mało (nawet jeśli są niezbędnym elementem całości)? Niestety rzadko kto zadaje takie pytanie, bo wymaga to znacznie dłuższej i często trudniejszej drogi postępowania. Akurat mam całkiem sporą „gromadkę” podopiecznych, którzy są zaprzeczeniem tego, że hormony zawsze są do końca życia. U niektórych udało się z nic zejść całkowicie, jeszcze u innych mocno zmniejszyć dawki i co najważniejsze – poprawić komfort życia niwelując objawy. Po Nowym Roku na pewno pojawią się kolejne części! Życzę zdrówka!

      0
      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Psychologia diety – witamy w świecie skrajności

#

Poprzedni

Dialog z technologią, cz. 1

$

Następny