Jeśli to nie jest pełne tak, powiedz po prostu nie

utworzone przez | Kwi 16, 2020 | Rafał Supiński, teatr | 0 komentarzy

To jedno z pierwszych określeń, jakie padło podczas zajęć z ruchu u Olgi Masleinnikovej. Odnosiło się jednak nie tylko do ruchu, ale także do myśli artystycznej. Olga jest choreografem teatru tańca, choreologiem, reżyserem ruchu, nauczycielem i trenerem artystów. Jej praktyka łączy współczesne osiągnięcia Labana w dziedzinie sztuk scenicznych, praktyk somatycznych i badań dotyczących energetyki ciała (Więcej informacji o jej autorskiej metodzie znajdziecie na stronie: www.olgamasleinnikova.com). Zajęcia z Olgą są niezwykle zróżnicowane i niezwykle ważne podczas treningu aktorskiego. W pierwszym semestrze pracowaliśmy przede wszystkim nad uświadomieniem sobie, jak istotne w pracy aktora jest ciało. Jest naszym instrumentem, a im bardziej świadomi go jesteśmy, tym łatwiej jest nam uprawdopodobnić wszelkie działania na scenie, a także stworzyć postać, której widzowie będą w stanie uwierzyć. Świadomość ciała, jest niezmiernie ważna, zarówno w teatrze musicalowym, jak i teatrze fizycznym. Dzięki pracy z Olgą, po raz kolejny mogłem przypomnieć sobie zasady pracy aktora nad ciałem, których podstawy zdobyłem podczas zajęć z plastyki ruchu prowadzonych przez Iwonę Olszowską na krakowskiej PWST.

Naszym zadaniem było uświadomienie sobie czym jest tzw. „Instrumental body”, a czym „Home Body”. Pierwsze określa nasze ciało jako instrument, który dostosowuje się do danych okoliczności scenicznych oraz charakteru postaci poprzez zmiany chociażby w poruszaniu się, zmiany oddechu – dodaje nowej jakości i nowego charakteru postaciom przez nas granych. Drugie, czyli Home Body, jest tym wszystkim, co związane z naturalnymi przyzwyczajeniami naszego ciała, jeśli chodzi o wzorzec poruszania się, zdrowie psychiczne, a także tzw. “self-care”, czyli dbanie o samego siebie. W ramach zajęć musieliśmy:

  • dostrzec jakie są nasze wzorce poruszania się i jakie są różnice, po ich wyeliminowaniu,
  • umieć obserwować innych, np. przechodniów na ulicy i móc określić w jaki sposób się poruszają (jakie są ich wzorce), by potrafić potem poruszać się jak oni,
  • stworzyć 3 postacie (wszystkie miały być tzw. pedestrian character), umiejscowić je w różnych okolicznościach i zmienić ich charaktery poruszania się korzystając podstawowych zasad komunikacji werbalnej, takich jak: postura, spojrzenie, gest, dotyk, słowo oraz komunikacji niewerbalnej: intencji, dystansu czy świadomości kinestetycznej.

Według Olgi, ciało każdego z nas posiada swoją metodologię. Zadaniem artystów jest rozpoznanie tej metody i dostosowanie do naszych potrzeb jako twórców. Podobnie z technikami aktorskimi, jakie do tej pory zostały stworzone, począwszy od metody Stanisławskiego, Czechowa, Lee Strasberga, Uty Hagen, Stanforda Maisnera po metodę Stelli Adler. Wszystkie są dobre, dopóki będą ci pomagały jako aktorowi. Ważne, by każdy z nas odnalazł metodę, która sprawi, że poczujemy satysfakcję i frajdę z bycia aktorem.

„Istnienie to ruch. Akcja to ruch. Istnienie jest określone rytmem sił w naturalnej równowadze. (…) Nasze uznanie dla tańca pozwala nam wyraźnie widzieć rytmy przyrody i przenosić naturalny rytm na płaszczyznę dobrze zorganizowanej sztuki i kultury.” – Rudolf von Laban

Niezwykle inspirujące jest to, w jaki sposób można analizować ruch wyobrażając sobie, że mamy do dyspozycji składniki, które możemy mieszać w dowolnych proporcjach, dzięki czemu za każdym razem efekt końcowy będzie inny. Olga wskazała nam 11 takich składników, na które warto zwrócić uwagę:

  • travel
  • open
  • close
  • turn
  • fall
  • lean
  • isolation
  • stillness
  • jump
  • transfer of weight
  • twist

Pracując nad tymi składnikami, jesteśmy w stanie stworzyć choreografię, która może charakteryzować teatr fizyczny. Dodając do tego składnik emocji oraz intencji, możemy stworzyć w przeciągu dwóch godzin historię opartą na relacji, niczym Pina Bausch w Cafe Muller. Tego typu, analityczne podejście do ruchu zachwyciło mnie na tyle, że wraz z Julliet stworzyliśmy 8 minutową prezentację, wykorzystującą kilka z 11 składników. Link poniżej:
https://www.facebook.com/watch/?v=2635675686721831

Dodatkowo Olga chciała byśmy zaczęli postrzegać i analizować ruch poprzez 4 żywioły (woda, powietrze, ogień, ziemia), 4 narzędzia (takie jak: ciało, ruch, dźwięk, przestrzeń) oraz określanie narracji/komunikacji, emocji czy znaczenia danego materiału poprzez dodanie jednego z 3 określeń: juxtaposition – zestawienia (przeciwności), integration – integracji, co-existence – współistnienia.

Na początku naszych rozważań na temat ruchu, te ostatnie 3 określenia wydawały się najbardziej intrygujące i niejasne. Jednak po pewnym czasie okazały się czymś oczywistym i często wykorzystywanym w każdego rodzaju sztukach artystycznych. Związane są np. z tworzeniem atmosfery w filmach akcji. Gdy zbliża się kulminacyjny moment, muzyka może dodawać napięcia, jeśli autor chce, by była zintegrowana z obrazem. Natomiast, aby uzyskać efekt dowcipu lub skrajnych emocji, wystarczy że balet „Jezioro łabędzie” lub „Dziadek do orzechów” zamiast oryginalnej muzyki będzie miał podkład z ciężkiego rocka lub black metalu – zastosujemy efektem zestawienia.

Zajęcia z ruchu Olga wykorzystywała także na uświadomieniu nam, jak ważne w pracy zawodowej jest „self-care”. Zadbanie o rozwój na wielu płaszczyznach, a także o zdrowie mentalne. Podczas pracy w ciągłym stresie, ciężko jest uruchomić kreatywność. Dlatego pracując w grupach, prezentowaliśmy nasze pomysły na „zadbanie o siebie” – raz dziennie, raz w tygodniu czy raz w miesiącu. Piszę o tym tutaj, ponieważ widzę jak wielką wagę Royal Academy of Music przykłada do zdrowia mentalnego. Niestety, muszę to stwierdzić z przykrością, moje dotychczasowe studiowanie w polskich szkołach artystycznych, nijak miało się do tego, o czym piszę tutaj. Nie pamiętam, byśmy na studiach rozmawiali o czymś takim jak „self-care”. Wręcz przeciwnie, system szkolnictwa jest nastawiony na upupianie studenta, niczym w „Ferdydurke” Gombrowicza. Często ego profesora, czy nauczyciela ukryte pod płaszczem kompleksów, nie pozwala na traktowanie studentów czy uczniów jako partnerów. Niestety to powoduje, że próbują oni dostosować się do metody preferowanej przez wykładowcę po to, by zaliczyć przedmiot i mieć święty spokój. A czy właśnie nie chodzi o to, by w tej wylęgarni kreatywności, jakimi są szkoły artystyczne, pozwolić studentowi na jak największą liczbę „pomyłek”, by ów student mógł znaleźć swoje jedyne i niepowtarzalne, artystyczne – Ja? Przecież to „te błędy” są oznaką kreatywności. Ludzie! Przestańmy bać się poszukiwania własnych rozwiązań, popełniania błędów! Przecież i tak nikt nie jest idealny.

Dwie drogi wiodły mnie przez las / Wybrałem tę, gdzie ludzi mniej
Robert Frost, The Road Not Taken

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Myśl jak Sherlock Holmes

#

Poprzedni

“Ja wierzę, wujaszku, wierzę gorąco, namiętnie…”

$

Następny