Nie ma małych ról

utworzone przez | Sty 31, 2020 | Rafał Supiński, teatr | 0 komentarzy

Z tygodnia na tydzień, nauka w Royal Academy of Music nabiera prędkości. Czasami zmęczenie miesza się z euforią emocji przeżywanych podczas dochodzenia do prawdy scenicznej wykonywanego utworu musicalowego, a także frustracją wywołaną brakiem czasu na przygotowanie się do kolejnych zadań stawianych przez wykładowców poszczególnych przedmiotów. Uczucie to potęguje się, gdy widzisz wokół siebie ludzi, którzy są niesamowicie zdolni i chcąc nie chcąc porównujesz siebie do innych i dewaluujesz swoje umiejętności.

Minęły zaledwie cztery tygodnie nowego semestru, a za nami już współpraca z autorem takich musicali jak: “Miss Sajgon”, “Les Miserables” – Claude-Michelem Schönbergiem, angielską piosenkarką, aktorką, trenerką głosu i założycielką departamentu Musical Theatre w Royal Academy of Music – Mary Hammond, czy reżyserem – Stephen’em Whitson’em, który jest obecnie m.in. reżyserem-zastępcą musicalu Hamilton. A do tego regularne zajęcia, pokaz z przedmiotu Cabaret – prowadzonego przez 94-letniego Georg’a Hall’a (swoja drogą – co za wiedza!!!), gdzie wykonywaliśmy utwory typu Music Hall. W przyszłym tygodniu przed nami pokaz mini spektaklu muzyczno-ruchowego: The Beatles w reż. Kate Flatt OBE – choreografa i reżysera ruchu, która niedawno otrzymała Order Imperium Brytyjskiego (OBE jest nagrodą przyznawaną przez rząd Zjednoczonego Królestwa i wręczaną, zazwyczaj osobiście, przez królową osobom, które wykonały doskonałą pracę w dziedzinie sztuki, nauki, usług publicznych i działań charytatywnych). Wszystkie nasze zadania bywają niezwykle wymagające pod względem percepcji sensualno-poznawczej, a także kreatywnej. Ilość bodźców każdego dnia jest ogromna. Sam łapię się na tym, że po całym dniu pracy w innym języku – jedyne o czym marzę, to chwila ciszy i powrót do rodzimego języka. Najzabawniejsze jest to, że mózg czasami płata figle i podczas zwykłej rozmowy na korytarzu, w odpowiedzi na słowa brytyjskiego rozmówcy, próbuję wykrztusić coś po polsku. Jednak nie o tym będę dziś pisał. Chciałbym się z Wami podzielić kilkoma wskazówkami jakie otrzymałem od Stephen’a Whitsona – który wyreżyserował między innymi: West Side Story (BBC Proms, Royal Albert Hall & Edinburgh International Festival, Usher Hall); You Forgot The Mince – nową sztukę Francesca Joy (Edinburgh Festival / UK Tour 2017), a obecnie jest zastępczym reżyserem takich musicali jak Hamilton czy 42nd street na West Endzie.

Praca ze Stephen’em była niezwykle inspirująca. Stał się jedną z osób, która po raz kolejny, przypomniała mi, po pierwsze – dlaczego wykonuję ten zawód, a po drugie – zasady aktorskie, które w natłoku pracy umykają. Zaśpiewałem tego dnia utwór “Gliding” z musicalu Ragtime. Nie mając realnego partnera scenicznego (w tym wypadku córki), postanowiłem zagrać scenę z wyobrażeniem. Po wykonaniu utworu, zapytał mnie, jak mi poszło. Bez namysłu odpowiedziałem – myślę, że gdybym wykonał ten utwór jeszcze raz, wykonałbym go lepiej. Stephen śmiejąc się, stwierdził, że zawsze może być lepiej. Zadał mi proste pytanie: „Dlaczego śpiewasz ten utwór dla swojej córki?”. Odpowiedziałem: „By ją uspokoić i utwierdzić, że jestem blisko, żeby poczuła się bezpiecznie”. Stephen dodał: „A może zainspirować?” „No tak, gdy mamy kogoś obok, kto się boi, to oprócz tego, że go uspokajamy i okazujemy współczucie to próbujemy zainspirować go do zmiany myślenia, do działania, a w przypadku dziecka do twórczego działania” – odpowiedziałem. Stephen zapytał, czy go rozumiem i czy zdaję sobie sprawę jak ważna jest inspiracja. W odpowiedzi nawiązałem do tego, że ludzie od wieków próbowali siebie nawzajem inspirować i podnosić na duchu. Opisywać to, co niezrozumiałe i metafizyczne, zaczynając od plemiennych tańców, poprzez teatr grecki i jego funkcje katartyczne, a także by przedstawiać rzeczywistość. Chociażby malowidła w jaskini Lescaux – świadczą o tym, że już nasi przodkowie, korzystając z prymitywnych środków artystycznych, próbowali odzwierciedlać to co ich otaczało.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy o znaczeniu inspiracji w sztuce, ale ten fragment pominę, dla dobra odbiorcy 😉.

Podczas pracy nad utworem, Stephen zaproponował bym skupił się na reakcji swojej córki w tym momencie, w którym wykonuje utwór. „Pomimo braku realnego partnera, przenieś swoją uwagę na zewnątrz. Zobacz, jak się zachowuje, jak reaguje na poszczególne twoje słowa. W ten sposób wzrośnie twoja aktywność sceniczna”. Ehhh… pomyślałem, no łatwo nie jest, być gotowym „na już”, bez wcześniejszej pracy z reżyserem, a jednocześnie, gdy masz przed sobą 12 par oczu swoich kolegów i koleżanek, którzy siedzą zaledwie dwa metry od ciebie. By być tu i teraz na 100 procent. „Poza tym pamiętaj, by pozwolić widzom podążać za tobą i twoją postacią. Tajemnica oraz spokój potrafią przykuwać uwagę” – dodał Stephen. Wtedy przypomniały mi się słowa mojego profesora od aktorstwa z krakowskiej PWST – Aleksandra Fabisiaka, który mówiąc za Stanisławskim (Konstantin Stanisławski to pierwszy i bodaj najsłynniejszy nauczyciel i teoretyk aktorstwa. O jego metodzie słyszał prawdopodobnie każdy, kto choć przez chwilę interesował się sztukami scenicznymi). Aktor powinien wewnątrz siebie powołać nowe życie, a następnie uzewnętrznić je za pomocą gestów, ruchów i zachowań. Przy twórczej pracy nad rolą i nad życiem wewnętrznym postaci, którą kreujemy, ważne byśmy pamiętali także o jej tajemnicy.

W kolejnym wpisie będziecie mogli przeczytać o pracy nad mini-spektaklem muzyczno-ruchowym The Beatles.

 

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Kosmetyki naturalne

#

Poprzedni

5x doppio!

$

Następny