Świat nie rozumie głupca

utworzone przez | Lut 14, 2020 | Rafał Supiński, teatr | 2 Komentarze

„Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”

5 lutego mieliśmy pokaz naszego projektu: „The Beatles” w reż. Kate Flatt. Przez 4 tygodnie popołudniami pracowaliśmy nad utworami tego brytyjskiego rockowego zespołu z Liverpoolu. Praca nie była łatwa, ponieważ nie mieliśmy żadnego scenariusza, a utwory w nowej aranżacji (opracowywała je Sarah – studentka music director) dostawaliśmy z dnia na dzień, zaczynając od pierwszych dni nowego semestru.

Scenariusz i idee powstawały podczas prób. W roboczym żargonie teatralnym odbywało się swoiste „pisanie na scenie”. Kate podała ogólny zamysł projektu oraz idee kilku utworów. Zrozumiałem, że są one swoistą pocztówką, krótką kreskówkową impresją tego, co jest zapisane w tekście. Jednym z utworów nad jakim pracowałem, był Taxman. Historia jego powstania jest prozaiczna. Inspiracją były wysokie podatki jakie Beatlesi musieli zapłacić w związku ze swoją działalnością artystyczną, ponieważ ich zarobki umieściły je w najwyższym przedziale podatkowym w Wielkiej Brytanii. Beatlesi podlegali 95% „superpodatkowi” wprowadzonemu przez rząd pracy Harolda Wilsona.


Jednak chciałbym się skupić w tym wpisie nad tym, jak brak motywacji kilku osób, a także destrukcyjne myślenie wpływa na funkcjonowanie całego zespołu.

Od początku pracy nad projektem, kilka osób wyraziło swoją dezaprobatę. Zaczęło się niewinnie. Rozmowy po próbach na temat: jaki to jest słaby materiał, że muzyka nic nie niesie ze sobą, a reżyserka sama nie wie, czego chce. Głosy niezadowolenia narastały, dotarły także do członków innych grup. W pierwszym tygodniu reżyserka starała się nas poznać poprzez improwizacje ruchowe oraz przypisać każdemu wybrane przez siebie utwory. W naszej dwunastoosobowej grupie jest kilka silnych osobowości scenicznych. Niektórzy w poprzednich projektach mieli partie wiodące, solowe, a tym razem niewielką ilość tekstu. To spowodowało jeszcze większe niezadowolenie i frustrację.

Gdy pytano mnie, co myślę o projekcie, odpowiadałem, że chcę wyciągnąć co najlepsze z pracy z naszą reżyserką i nie uważam, by materiał był słaby, a ona do „kitu”. Mówiłem, że projekt jest inny i wymaga od nas innej jakości pracy, a przede wszystkim otwartości i własnej kreatywności. I tak było. Kate podawała jakąś ideę, obraz, historię związaną z utworem, a nasze zadanie polegało na eksplorowaniu tej idei poprzez ruch lub inne środki aktorskie.
Tak było z utworem: Fool on the hill, gdzie źródłem postaci którą grałem – w tym przypadku „głupca”, były rysunki Cecil’a Collins’a mocno odzwierciedlające słowa piosenki:

„The Fool On The Hill”

“Day after day, alone on a hill
The man with the foolish grin is keeping perfectly still
But nobody wants to know him
They can see that he’s just a fool
And he never gives an answer”

Świat nie rozumie głupca, który nosi w sobie prawdę. Choć wszyscy są ciekawi, czym jest ta prawda, to ich krótkowzroczność nie pozwala na to, by go zrozumieć. Śmieją się z niego i określają go królem głupców (swoisty obraz dzwonnika z Notre Dame).
W trakcie pracy nad projektem, dochodziło do dantejskich scen – wybuchów złości i płaczu u tych członków grupy, którzy nie chcieli i nie zamierzali wejść w proces tworzenia, określając projekt mianem „gówna”.

Niektórzy dziwili się mojej postawie i ciągłej chęci do pracy nad materiałem. Oni nie widzieli w tym sensu. Pomyślałem wtedy, że nie mieli okazji pracować w taki sposób i nie wiedzą, co znaczy mieć złego reżysera. Kate bardzo wiele wspominała o inspiracji Kantorem oraz Jerzym Grotowskim. Wiedziałem więc w jakich obszarach się poruszamy. Byłem w domu. Poza tym moja przekora nie pozwalała mi na poddanie się bez walki. Miałem przeczucie, że Kate nie należy do „gatunku” reżyserów śmierci (wspomina o nich Peter Brook w książce „Pusta Przestrzeń”), którzy demonstrują, jak należy grać daną scenę, obrażając przy tym swoich aktorów i odbierając im radość tworzenia. Wręcz przeciwnie – ilość obrazów, idei oraz informacji, jakie podawała, była ogromna – należało tylko otworzyć swoją kreatywność i wyłączyć swoistego cenzora.

Miałem wrażenie, że w naszym małym zespole powstały obozy, gdzie jedni próbowali narzucić swoje myślenie innym. Obserwując zachowanie całej grupy podczas pracy nad Beatlesami, zrozumiałem jak ważne jest, by wierzyć w projekt, który się tworzy. Jak ważne jest podejście do pracy oraz etyka. Kilka osób, które na początku prób stwierdziło, że materiał jest beznadziejny, zamknęło się na proces twórczy towarzyszący tworzeniu. Pokaz został bardzo dobrze odebrany, a ja zrozumiałem, że jako aktor, artysta nie mogę zamykać się na to, czego nie rozumiem. Powinienem patrzeć oczyma i z ciekawością dziecka. Bo to, czego na początku nie rozumiem, nie musi oznaczać, że jest czymś głupim i beznadziejnym. Jeśli umysł pozostaje otwarty, mam szansę na zobaczenie i opisanie rzeczywistości, której inni nie dostrzegają. Jako artysta czuję się do tego wręcz zobowiązany. Powtórzę tutaj za naszym wieszczem:

„Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” – A. Mickiewicz

I czy nie jest tak przypadkiem też i w życiu? Wiele razy nazywamy coś głupim, idiotycznym tylko ze względu na to, że nie mieści się w naszych kryteriach postrzegania rzeczywistości. Osoby, które zawalczyły o swoją obecność i twórcze myślenie podczas prób, wypadły bardzo dobrze

„Gdybyśmy zrobili wszystko, do czego jesteśmy zdolni, samych siebie dosłownie wprawilibyśmy w osłupienie.” – Thomas A. Edison

Podziel się tym wpisem ze znajomymi.

2 komentarze

  1. Inka Dowlasz

    Rafale: opisałeś rzecz z prostotą. Dziękuję. Mądry i …pod rozwagę tekst

    3+
    Odpowiedz
  2. Iwona Gołko

    Brawo za kalejdoskopowe spojrzenie na świat i swój zawód:) ARTYSTĄ JESTEŚ !! Brawo Rafał:)

    1+
    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poznaj kolejne historie.

Czy mam talent?

#

Poprzedni

Nie ma małych ról

$

Następny